środa, 23 stycznia 2013

Rozdział ostatni



(Oczami Stelli)
            Jestem w Vegas w pięciogwiazdkowym hotelu. Mam cudowny apartament, mimo że miałam  tylko okazję wejść i szybko się przebrać oraz zmienić makijaż. Nie miałam czasu na przegląd. Moje walizki zostały tam zaniesione przez przystojnego boya, wysoki blondyn i piękne niebieskie oczy aż... Grrr... Przypomina mi się Horan. Właśnie stałam w holu czekając na Tare, która załatwiała coś w gabinecie kierownika hotelu. Nie wiem czemu spojrzałam na prawo zobaczyłam tam... SAM!
- Sam! - krzyknęłam ile sił w płucach. Ludzie dookoła się na mnie spojrzeli, słodko się uśmiechnęłam i pomachałam przyjaciółce.
- Już przyjechałaś? - zapytała zdziwiona i rozejrzała się dookoła.
- Tak już jestem, ale jedno mnie zastanawia. - powiedziałam łapiąc z nią kontakt wzrokowy. - Co ty robisz w tym hotelu?
- Yyy.. no bo -  zaczęła się jąkać. Na jej szyi rzuciła mi się z oczy mała malinka.
- Kto ci to zrobił? - zapytała wskazując malinkę.
- Louis. - odpowiedziała krótko.
- A co on tu robi? - zapytała zdziwiona.
- No nie wiem - odpowiedziała cicho. - Myślałam, że to ty lub Harper go ściągnęliście tutaj.
- Niee... - odpowiedziałam przeciągając słowo. - A Harper nie ma Louisa numeru. - odpowiedziałam.
- Więc co go tu ściągnęło? - zapytała, ja tylko wzruszyłam ramionami. - Czekasz na kogoś? - zapytała.
- Tak, Tara poszła porozmawiać z kierownikiem hotelu.
- Uf miłego czekania, ja wracam do swojego hotelu. Ciekawe co tam z Alex. - powiedziała, ja się lekko zaśmiałam. Bardzo dobrze wiedziałam co tam z Alex. Nie powinnam tego mówić, bo mama zabrania mi rozmawiać na takie tematy.
Znudziło mnie już siedzenie w holu, więc postanowiłam ruszyć swoją grubą tylną cześć ciała i poszukać gabinetu kierownika czy kogoś tam. Z tego co wiem, takie gabinety na pewno nie znajdują się na parterze. Ok... więc jedziemy windą do nieba.
Wsiadłam do windy i wybrałam drugie piętro. Gdy się zatrzymała wysiadłam, a ona pojechała w dół. Przechadzałam się korytarzem wzdłuż i wszerz oglądając zajebiste plakietki na drzwiach. Czyli numerki pokoi i napis schowek oraz WC. Pod ścianą w rogach stały wielkie fikusy w doniczkach a obok kanapa. Usłyszałam głos dobiegający z kierunku, w którym jest winda. Nie wiedziałam co zrobić, więc schowałam się za fikusem, a widok miałam dobry, a osoby znajdujące się na korytarzu nie mogłyby mnie zobaczyć. Zobaczyłam Louisa wychodzącego z windy, rozmawiał przez telefon. I szczerzył się, postanowiłam podsłuchać trochę.
- Mała, jest w porządku. - powiedział szczerząc się niemiłosiernie, tak jak mój ojciec gdy coś kombinuje. - Już prawie u ciebie jestem... Tak, Tak... Już sobie poszła... Oj tam... Czego oczy niewiedzą temu sercu nie żal... - i się rozłączył. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Teraz wiem dlaczego mi się wydawało, że Louis jest jakiś dziwny. Podszedł do drzwi, które znajdowały się tuż obok kwiatka dużego, raczej wielkiego fikusa, za którym się schowałam... zapukał do nich. Ja cichaczem siedziałam i patrzyłam na to wszystko. Drzwi się otworzyły, postanowiłam wyjść z ukrycia. Ustałam za drzwiami tak aby Louis i jego tajemnicza panna mnie nie widzieli. Przez szparkę między drzwiami i zawiasami widziałam jak chłopak mojej przyjaciółki całuje jakąś brunetkę. Co za cwel, działa na dwa fronty. Dziewczyna dała mu szczoteczkę do zębów, którą zapomniał zabrać od niej. Jeszcze raz się pocałowali, pożegnali się, a ona zamknęła drzwi. Wtedy ja zrobiłam Lou zdjęcie... jego mina była przerażona.
- Hej - powiedziałam milutko, ale zarazem złowrogo. - Jesteś brudny, od czerwonej szminki. - powiedziałam, a on stał jak gdyby nigdy nic i gapił się na mnie jak na ducha. - Wyjaśnisz mi co ty robisz? Czy mam to zdjęcie wysłać do Sam? Wiesz... ona i tak by uwierzyła mi.
- Stella... - powiedział cicho... - Nie rób tego.
- Bo co? - zapytałam wściekle.
- Bo.. bo nie powinnaś się w to mieszać...
- Ciekawe, ale właśnie zdradzasz moja przyjaciółkę. A ta twoja reguła "Czego oczy nie widzą temu sercu nie żal" jest głupia. Nie wiem czy serio jesteś takim dupkiem, czy tylko udajesz, ale trzeba coś z tym zrobić. - powiedziałam i poszłam sobie w stronę windy.
- Stella, czekaj. - usłyszałam. Zatrzymałam się w połowie drogi. - Co ja mam zrobić?
- Powiedzieć jej prawdę. - rzuciłam tylko i weszłam do jadącego pomieszczenia. Wyszłam już w holu. Zobaczyłam tam Tarę. Chyba czekała na mnie.
- Gdzie ty byłaś? - zapytała zdenerwowana. - Ja tu od zmysłów odchodzę.
- Trzeba było  zadzwonić. - powiedziałam. - Przepraszam.
- No dobrze, ale telefon mi padł. - zaśmiałam się. Mnie poucza aby ładować, bo może zadzwonić, a ona sama nie robi tego. - A gdzie byłaś?
- Potem ci opowiem... Teraz chodźmy na tą sesję.. - miałam mieć sesję zdjęciową promującą coś tam. Ale nie wiem czy wypali , jeśli będą kazali mi zrzucić wdzianka obiecuję zabiję.



(Oczami Nialla)
Właśnie jestem w Las Vegas, to znaczy przyleciałem dużo wcześniej, ale nie pojechałem prosto do hotelu tylko jeszcze do brata, który z Harperem wynajął sobie domek. Podobno zrobili niezły syf, a mojego brata jakiś pies chciał zgwałcić. Jezu, szkoda że mnie tam nie było. Ale cóż jest późno godzina 21.30 jestem w drodze do swojego boskiego apartamentu w najdroższym hotelu w Vegas, a ze mną Harper i Greg. Mamy iść na imprezę. Gdzieś wysoko chyba na ostatnim piętrze znajduje się mój apartament... Szybko znaleźliśmy się w windzie nacisnąłem numerek 15 i szybciutko znalazłem się na samej górze. Poleciałem biegiem do swojego pokoju 1567 no bo jakby to powiedzieć u chłopaków w domu dużo piłem. A jak się dużo pije to później dużo się wylewa. A Niall Horan to potrafi najwięcej. Pobiegłem do łazienki i szybko zdjąłem spodnie, uwolniłem swoje płyny. Rozejrzałem się po pomieszczeniu ubierając już swoje gatki. Coś mi w tej łazience nie pasowało, tylko co?
- Chłopaki! Chodźcie tu! - wydarłem się.
- Niall jeśli walnąłeś kloca, nie chcę tego widzieć. - odkrzyknął mój brat. Jest taki kochany, że mam ochotę go udusić.
- Nie srałem!.. Choć zobacz co tu jest!  - krzyknąłem. A MOI DRUHOWIE znaleźli się tuż obok mnie.
- Co jest? - zapytał Harper i szybko znalazł się obok mnie po chwili dołączył do nas starszy brat.
- Łazienka jest taka babska. - powiedziałem rozglądając się i rzuciły mi się w oczy perfumy od Coco Chanel i czarno różowy stanik. Harper i Greg spojrzeli się na siebie znacząco, pewnie to ich sprawka. - To wasza sprawka?
- Nie no co ty. - odpowiedzieli jednocześnie. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem na wieszaku na ścianie znajomy mi t-shirt.
- Na pewno? - zapytałem mrożąc ich spojrzeniem.
- No dobra - odezwał się kuzyn mojej hm... no wiecie kogo. - To mój pomysł, ale wiesz chcieliśmy ci kawał zrobić jak się najebiesz w trzy  dupy.
- Coś wam nie wyszło. - rzuciłem i wyszliśmy z łazienki. Wziąłem swoją marynarkę i portfel. Wyszliśmy z hotelu i limuzyną pojechaliśmy do najzajebistszego klubu w tym mieście... A muszę powiedzieć, że nawet Lady Gaga nie mogła do niego wejść. Bo wygląda na puszczalską dziwkę.
Pod klubem było pełno osób czekających w kolejce wyszliśmy z limuzyny i dopadło mnie stado paparazzi jeden a ochroniarzy to zauważył i bez żadnego zbędnego słowa wprowadził nas do środka torując drogę tym gnidom z aparatami. W klubie roiło się od ładnych kobiet od 18 do mniej więcej 30 roku życia. Gdzieś w tłumie mignęła mi tak jakby... chwila głowa Alex? Dobra to dziwne, ale pewnie to nie jest ona. Wszedłem w głąb tłumu który znajdował się przy barze odwróciłem się i zobaczyłem przy sobie tylko Harpera.
- Gdzie ten skurwysyn zwiał? - zapytałem mając na myśli braciszka.
- No zobaczył swoją koleżankę i pobiegł się przywitać - objawił mi brunet. To dziwne... już miałem się odwrócić i spojrzeć ale jakaś głupia panna przepychająca się przez tłum przed barem uniemożliwiła mi to. - Uważaj trochę - warknąłem.
- A spadaj koleś - powiedziała odebrała niebieskie drinki  i wycofała się. Patrzyłem do kąt idzie a gdy już zobaczyłem myślałem że zawału dostanę, tą dupę grubą i śmierdzącą wszędzie można rozpoznać.... Poszedłem do nich.
- Lou stary cześć - zaskoczyłem go gdy miział się z ową lafiryndą...
- Yyy.. no te... - wahał się. - Co tu robisz? - zapytał a ja nie zamierzałem tak łatwo odpowiadać, więc rozejrzałem się dookoła i znowu rzuciła mi się w oczy blond czupryna... Alex! To musi być ona, ale skoro tu jest. To...
- Wiesz, że jest tutaj Sam. - odezwałem się z wrogim uśmiechem. Wyciągnąłem telefon i cyknąłem przyjacielowi fotkę. Skoro ja nie mogę mieć dziewczyny, on też nie.
Poszedłem w stronę znajomej mi osoby, ale jak zauważyłem siedziała tam też moja była. No nic raz się żyje. Mam w dupie co sobie pomyślą Tommo na to zasłużył. Ale jak nie uwierzą, to mogą go zapytać, no bo jak dobrze wiadomo on nie umie kłamać. Nie wiem jak Stella to rozpoznaje, ale najwyraźniej mi też się to udzieliło. Kocham ją...
 Nie to znaczy... A co tam...
Gdy byłem już blisko dziewczyn ustałem przed nimi i wyciągnąłem w ich stronę telefon.
- Co chcesz? - zapytała Alex.
- No to spójrz - rzuciłem obie dziewczyny się przyjrzały uważnie.
- Teraz ty zaczynasz - odezwała się blondynka. Nie wiedziałem o co chodzi więc spojrzałem na Stellę która miała hmm uśmiech numer 4. Ten uśmiech jest boski, taki słodki, a zarazem diabelny.
- Miałam rację! - wrzasnęła uradowana wstała i dała mi buziaka, nie zdziwiła mnie jej reakcja. Ale ludzi wokół już tak.
- Ty wiedziałaś? - zapytałem zaskoczony podczas gdy obejmowałem piękną ramieniem.
- Tak - powiedziała i z ciasnej brokatowej torebki, kopertówki, wyjęła telefon i pokazała mi zdjęcie Tommo, oj nie ładnie.
- Nie ładnie Stello - rzekłem kusząco, wiem jak ona lubi ten ton podczas imprezy z alkoholem, ona się uśmiechnęła.
- Hej aniołki! - Alex pomachała nam ręką przed oczami.
- Co? - zapytałem,
- Wy wiecie, że zerwaliście?
- No wiemy - odezwała się Stell i usiadła na kanapie ja sobie spokojnie stałem.
- Ok., jak chcecie. -  rzuciła i spojrzała w lewo. - Uwaga, Sam idzie... Co robimy? Znaczy wy robicie, bo ja nie wierzę w to.
- Improwizujemy - powiedziała złośnica. To nie wróżyło dobrze.
- Co kombinujesz? - zapytałem, a ona się uśmiechnęła.
- Wiem, że już nie jesteśmy razem, ale to ważna sprawa rozbić związek Sam i Lou jako przyjaciele, powinniśmy jej to powiedzieć a nie ukrywać więc. Czy ten jeden jedyny wieczór będziemy ze sobą zgodni i mi zaufasz? - zapytała oj chyba coś wielkiego kombinuje.
- No ja ci ufam, zawsze ufałem. - wyszeptałam. Ale dwa ostatnie słowa mogłem sobie darować.
- W takim razie znajdź Tarę, jest to moja menadżerka - powiedziała.
- Ta baba, która na lotnisku kazała ci już iść? - zapytałem
- Tak ta sama, znajdź ją i powiedz że powiedziałam ci że źle się czuje upiłam się w 3, 4 lub nawet 6 dupy puściłam się z kimś i poszłam do hotelu piechotą, zacznie mnie szukać po mieście, a my będziemy mieli dość czasu by załatwić sprawę Lou i Sam. - powiedziała.
- Oj kochanie kombinujesz, bad girl - powiedziałem za lotnie i tak jakby mieliśmy się pocałować, byliśmy co raz bliżej, ale Alex to przerwała.
- Ej. - powiedziała.
- O Niall, część - rzuciła brunetka która chyba wyszła z łazienki.
- Cześć, no więc ja idę muszę coś załatwić. - powiedziałem szybko i zniknąłem w tłumie gości. Podszedłem do baru i zamówiłem sobie szklankę czystej.
- Stary, gdzie ty zniknąłeś? - zapytał mnie mój brat, no tak jestem tu z nim i Harperem prawie o tym zapomniałem. Wypiłem swoją wódkę.
- Spotkałem znajomą, chyba twoją kuzynkę, ładna, seksowna, brunetka, śpiewa.  Kojarzysz? - zwróciłem się do Harpera i szybko zwiałem.
Nie chciałem aby wygłaszał mowę, ciekawe czy by to zrobił. Poszedłem w stronę damskiej WC... kolejka duża, ale raz się żyje. Wlazłem tam, słyszałem piski i wrzaski kobiet a raczej dziewczynek - dziwek . Masakra normalnie, otwierałem każdą kabinę i widziałem dużo rzeczy, których nie powinienem. Jakaś laska w pierwszej kabinie robiła sama sobie dobrze, w drugiej jakieś dwie laski jebały się, w trzeciej jakaś lafirynda dała sobie w żyłę, w czwartej nikogo nie było, a z piątej wyszła kobieta którą miałem znaleźć. Podeszła do umywalki i myła ręce.
- Cześć jestem Niall może mnie kojarzysz. - zacząłem spokojnie.
- Tak wiem kim jesteś, miło cię poznać, Tara - powiedziała podając mi rękę. Uścisnąłem i zacząłem opowiadać bajeczkę.
- Zauważyłem Stellę.. jest pewien problem zalana w trzy dupy, oczy czerwone jakby się naćpała, pieprzyła się w zakątku z jakimś kolesiem. Uf nie zdziwiłbym się gdyby zaciążyła. A no i poszła do hotelu piechotą... albo ten alfons ją podwiózł. - powiedziałem udając baaaardzo przejętego. Kobieta natychmiast wybiegła z łazienki. Ja poszedłem za nią. Widziałem jak kieruje się w stronę wyjścia.
Napisałem Stelli sms'a.
"Wybiegła cię szukać, co ty robisz?"
Po chwili dostałem odpowiedź.
"Gratuluję, umiesz zmyślać pysiek, spójrz w okno na górze"
            Pysiek? O serio musiała dużo wypić... Jakie okno? Rozejrzałem się po sali, nie ma tu cholernych okien. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to kabina DJ'a. A tam nie kto inny niż Stella. Poszedłem do baru udając ze nie wiem o co chodzi...
- Niall? Do jasnej cholery gdzie ty chodziłeś? - zapytał Greg.
- Spokojnie bo ci żyłka pęknie powiedziałem i popatrzyłem w tłum, znalazłem Tomlinsona. Chłopacy gapili się za mną.
- Szybki on jest - powiedział Harper, ja się zaśmiałem.
- Nie wiecie może czemu akurat i dziewczyny jesteśmy akurat tutaj? - zapytałem.
- Co jakie dziewczyny? - zapytał mój brat.
- No Stella, Alex, Sam... - wymieniłem tam ci wyśmiali mnie.
- Serio myślisz że bym to zorganizował? - zapytał Greg
- No a to cb tak  ciągnęło do Vegas.
- No yyy... - zająkął się Harper. - Trzy razy BJ, kelner ale z lodem - wrzasnął i szybko odebrał drinki. Spróbowałem.
- Fuj - powiedziałem krzywiąc się.
- Przyzwyczaisz się jeszcze - zaśmiali się chłopacy.
- Debile z was - powiedziałem i piłem dalej. Zaczęło mi to smakować, co chwile zamawialiśmy następne kolejki ale nie tylko nam mój brat Harper i oczywiście ja próbowaliśmy podrywać laski, ale weźcie dziwki z nich dla nich może to i dobrze... A potem...



(Oczami Stelli)
Czy to nie dziwne? Ja i Niall Horan o mało co a byśmy znowu się całowali? No to prawda wypiła trochę, albo nawet więcej ale myślę racjonalnie... chyba. Wymyśliłam sposób jak wykurzyć Tarę aby nie przeszkodziła mi w wypełnieniu planu zerwanie Lou i Sam... Ale my podli hahaha... Kocham siebie. Kurde serio musze być pijana. A co tam, to nic ;) Właśnie jestem w pokoju u DJ'a cham nie chciał mi pożyczyć reflektora. Ale trochę nazmyślałam i jak się okazało to było prawdą. Powiedziałam że sprzedaje dragi dzieciakom i że podam go na policję... Nabrał się, ci ludzie serio są głupi, wystarczy tylko kilka słów wyssanych z palca, ale czego ja się spodziewałam toć to jest Vegas. Kiedy skończyła się piosenka 50 centa nachyliłam się nad puszczaczem muzyki. Nie wiedziałam, że w tym pomieszczeniu jest jeszcze ktoś prócz nas, usłyszałam chrząknięcie i momentalnie wyprostowałam się. Z wystraszoną miną odwróciłam się na małej czarnej skórzanej kanapce siedział chłopak, mężczyzna, bardzo ładny mężczyzna. Na jego twarzy widniał szelmowski pociągający uśmiech, ja nadal byłam otoczona strachem, ale również wstydem, że owa osoba mogła zobaczyć moją bieliznę. Wstał, był  bardzo wysoki, może ok. 190 cm lub trochę mniej, powoli się do mnie zbliżał, jego włosy zmierzwione koloru popielatego blond, wyglądały cudownie w światłach dyskoteki, jego szare oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem. BYŁ/ JEST piękny... Szybko znalazł się obok mnie, wtedy DJ szturchnął mnie lekko w brzuch. Zmierzałam znowu się schylić, ale owy chłopak mógłby jeszcze raz zerknąć na moją bielizną, czyli moje koronkowe białe majtki. On uśmiechnął się szerzej do mnie, ale szybko uśmiech jak szybko się pojawił, tak też zniknął z jego twarz.         Przypomniałam sobie o DJ'u który był wyraźnie zły na mnie, posłałam mu krzywe spojrzenie i powiedziałam niech reflektor na środek przesunie, tak też zrobił. Ja nie patrzyłam już co się dzieje tam na dole byłam zjęta owym gościem.
- Christian Grey - odezwał się do mnie trochę chłodno. Na mojej twarzy widniały dość długo rumieńce.
- Stella Johnson - rzekłam cicho. Chłopak zdążył usłyszeć moje imie. Nadal byłam speszona.
- Ciekawy akcent - powiedział a ja posłałam mu szeroki uśmiech, jego twarz była bez wyrazu tęgo się we mnie gapił spuściłam wzrok na swoje szare szpilki na których były ćwieki. Momentalnie przygryzłam wargę. Jego głos sprawił że znowu musiałam podnieść głowę. - Jesteś Brytyjką? Byłem tam tydzień temu.
- Mieszkam w Londynie - odpowiedziałam. Tak zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam wstępując na drogę sławy.
- Słyszałem że jesteś piosenkarką - powiedział poważnym tonem. Zamurowało mnie, Christian Grey, tajemniczy chłopak, szary jak jego nazwisko słyszał o mnie znowu na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- A ty? - zapytałam. - Czym ty się zajmujesz?
- To chyba oczywiste - powiedział z kpiną i szelmowskim uśmiechem, aż zrobiło mi się gorąco. Miałam na sobie srebrną krótką sukienkę z odkrytymi palcami. Speszyłam się. Spojrzałam na DJ który zachowywał się jakby nas nie widział.
- Może ja już sobie pójdę - powiedziałam.
- Panno Johnson - powiedział tonem pożegnalnym.
- Panie Grey - rzekłam i szybko wybiegłam. Aż zdziwiłam się że potrafię tak szybko poruszać się w wysokich butach. Szłam po ciemku przez tunel przypomniałam sobie o tej akcji która wymyśliłam z Niallem. Musze znaleźć dziewczyny. Poszłam pod ścianę na czerwone kanapy siedziała tam Alex obok Harper, Tara, Niall i Greg. Usiadłam cichutko obok Alex. Zauważyłam że patrzą zawzięcie na parkiet gdzie widać kłótnię Sam i Louisa. Siedziałam spokojnie oddychając głęboko. Na lewo ode mnie stała kanapa obita brązowo szarą skórą, siedział na niej facet w ciemnych okularach, obok ktoś się dosiadł, wiedziałam kto to dlatego bałam się podnieść. Postanowiłam wziąć Alex i Tarę za rękę, poszłam z nimi w stronę baru. Usiadłam na wysokim taborecie. Odwróciłam się aby spojrzeć na Greya. Tempo mnie obserwował, przy okazji rozmawiając przez telefon. Kim on do cholery jest i co mnie w nim tak pociąga?
- Stell, kochanie gdzie ty byłaś? - zapytała ze złością Tara.
- Nie ważne - odpowiedziałam delikatnie
- No ej, gdzie byłaś? - ponowiła swoje pytanie.
- O jezu u DJ'a, poznałam tam kogoś. - powiedziałam dziewczyny spojrzały na siebie potem na mnie  z ciekawością w oczach patrzyły. - Christian Grey - wypowiadając to imię mój wzrok powędrował w stronę kanap. Nie było go tam, poczułam jak napięcie ze mnie spada ogarnął mnie lekki smutek? Czy to może zawiść?
- Nie mów - powiedziała Tara.
- Kto to? - zapytała Alex też zamierzałam o to zapytać, ale blondi mnie wyprzedziła.
- To miliarder - powiedziała moja menagerka. Jezu. Już miałam coś powiedzieć, ale wskazała głową w moją stronę odwróciłam się i 3 krzesła dalej siedział on, popijał whiskey.
- Kim on jest? - zapytałam szeptem.
- Prezes Grey Enterprises Holdings Inc. - odpowiedziała Tara. Zastanawiałam się ile on może mieć lat.
- A ile on ma lat? - zapytałam zawieszając oko na nim. Piękny jest, zarumieniłam się gdy nasze spojrzenia się zeszły.
- 25. W wieku 20 lat rzucił studia na Harvardzie - o kurcze młody i ładny.
- To szybko został miliarderem.
- No tak - zgodziła się Tara. - Ale  tylko tyle wiem, chodzą pogłoski, że Pan Grey jest gejem. - usłyszałam prychnięcie. Grey to słyszał. Alex spojrzała w tamtą stronę.
- On się tobą zainteresował - powiedziała oglądając go. - Ładnie ubrany i bogaty. - rzuciłam jej mordercze spojrzenie. - Najwyraźniej jesteś onieśmielona bo wargę przegryzasz.
- Zamknij się Alex - prychnęłam, a ona wzruszyła ramionami i poszła do reszty towarzystwa.
- On cię bacznie obserwuje - powiedziała ruszając brwiami Tara.
- A niech cię diabli - warknęłam. I ona też sobie poszła. Taaara! Chciałam krzyczeć aby mnie nie zostawiała
- Rozmawiałaś o mnie - powiedział swoim męskim pożądanym głosem przy moim uchu.
- Panie Grey niech pan wybaczy nie mam ochoty na rozmowy. - rzuciłam szybko. Błagam niech sobie on już idzie...
- Możemy pomilczeć panno Johnson - rzekł najwyraźniej nie zamierzał odchodzić. Spojrzałam mu w oczy.
- Nie przegryzaj wargi, proszę- powiedział bardzo poważnie a ja nie wytrzymałam, napłynęła mnie frustracja.
- Kelner!! - wrzasnęłam chyba aż za głośno, bo Grey odsunął się lekko. - Poproszę butelkę czegoś mocnego, może być ohydne. Muszę się napić.
- Jesteś jeszcze młoda - odezwał się szary.
- I pełnoletnia - odpowiedziałam. Unikałam jego wzroku.
- To twoi znajomi? - wskazał ruchem głowy na kanapę z czerwonej skóry.
- Tak. - odpowiedziałam. Po chwili pomyślałam czy mam ich przedstawić. - Ta blondynka w lekko kręconych od prostownicy włosach to Alex moja przyjaciółka, obok Tara moja menagerka, następnie obok siedzi wysoki brunet, to Harper mój kuzyn jest z Francji, obok jest Niall mój były, to głupie czemu z nim byłam to nie mój typ, obok siedzi Greg starszy brat mojego ex. A tam - wskazałam palcem na kłócących się dwoje nastolatków. - To Sam i Louis, moja przyjaciółka chodziła z nim, ale on ją zdradzał więc wykombinowałam zemstę.
- I dlatego poszłaś do DJ'a aby ich oświetlił? - skinęłam głową. Panie Grey jest pan spostrzegawczy.- Przydałaby ci się musztra.
- Słucham? - myślałam że się przesłyszałam. Miałam coś powiedzieć ale kelner postawi przede mną wódkę i kieliszek dałam mu $20 i zaczęłam pić. Muszę przyznać umiem pić wino szampana, BJ i niektóre drinki, ale wódka? Nie moja liga. Odkręciłam butelkę i piłam szybko od razu łykałam, ohydny płyn przejął kontrolę nad moim organizmem. - Idę tańczyć. - powiedziałam chłopakowi chwiejąc się lekko.
- Zostań! - powiedział, a raczej warknął. Ja się nie posłuchałam zeszłam z krzesła i ledwo ustałam. Grey wziął telefon i zadzwonił do kogoś hmm... do ochroniarza, nie wiem po co ale, cóż nie moja sprawa.
- Zatańcz ze mną - poprosiłam, ale on był nieugięty nie raczył wstać. Ok. więc znowu usiadłam i darłam się do kelnera aby dał mi to samo. Już miałam wyjąc z kopertówki $20 kiedy Christian mi ja zabrał i odłożył sobie na kolana. Wyją z własnej kieszeni $20 i zapłacił osobie wyglądającej jak pingwin. Kelnerzy są głupi ubrani jak pingwiny i z syfami ropnymi na mordzie. Jeszcze raz piłam wódkę, ale Grey postanowił się bawić i mi ją zabrał.        - Ej!
- Nie pij tyle - powiedział ze złością, przymrużył oczy wstał i tak, po prostu zostawił mnie tutaj samą. Poszedł w stronę kanap a ja wykorzystałam okazję i piłam dalej, aż zaczęło mi się w głowie kręcić, ale próbowałam być dzielna, tak próbowałam. Bywam zła ale nie niegrzeczna. Jakiś chłopak stał przy mnie i coś szeptał mi do ucha i próbował wepchnąć język do gardła ale raptem coś do uderzyło, upał a przy okazji i mi zgasło światło. Ale zapamiętałam że się unoszę, jakbym była niesiona. - Stell - usłyszałam.... film się urwał.



(Oczami Alex)
Noc pełna wrażeń, to co Stella mi mówiła było prawdą, no tak ona by mnie nie okłamała. Ona nie kłamie, tylko zataja różne informacje. Sam i Louis przez ok. godzinę stali i kłócili się widziałam ją że ledwo żyje, oczy jej zalane były łzami, rozmazał się makijaż  i do tego była mega wściekła. Harper podał jej swojego DJ'a (mocny drink) muszę przyznać polubiłam Harpera. Myślałam ze jest to pierdolnięty pijak, ale cóż kilka miesięcy temu, albo kilka tygodni temu byliśmy jeszcze dzieckiem. Stwierdzam że każdy z nas się zmienia. Ja postanowiłam odpuścić sobie związek z gwiazdami, złożyłam papiery na uczelnię we Francji, chcę być projektantką. Muszę czekać na telefon czy się dostałam, tak się zastanawiam gdzie tam zamieszkam. Nie chcę być w akademiku, wynajmę mieszkanie muszę wynająć mieszkanie. Sam zostanie w Londynie, będzie studiować taniec w jakiejś akademii artystycznej, a Stell...? sama już nie wiem co z nią, coś mi się zdaje, że po tym jak poznała tego miliardera odechciało jej się bycia sławną, ja myślę że ona nigdy tego nie chciała. Jest coś o czym wiem tylko ja.
Pewnego dnia nocowałam u niej, Sam była  chora, a wtedy przyłapałam Stellę jak czytała "Tessa d'Urberville" autorstwa Thomas'a Hardy'a. Czyli Stella prowadzi podwójne życie nigdy by się nie przyznała że lubi czytać, ale wiem też że lubi ostrą zabawę, nauczyła mnie tego. Dziś włożyłam głowę do wiadra z wodą i zębami wyławiałam jabłka. To była niezła zabawa, ostatni raz coś takiego robiłam gdy miałam 5 lat. Teraz jestem w drodze do hotelu, razem z Sam, Stell gdzieś tajemniczo zniknęła, pewnie ten cały Grey zaciągnął ją do łóżka, ale ku mojemu zdziwieniu Tara nic na to nie mówiła powiedziała, że jest dorosła.
W holu hotelowym był tłoczno jakby koczowali tam paparazzi i miałam rację. Gdy nas zobaczyli rzucili się na nas my ile sił w nogach. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi obok mnie była rozdrażniona przyjaciółka.
- Skąd oni to wiedzą? - zapytała, wiedziałam że ma na myśli to że jesteśmy tutaj, oraz to ze zerwała z Lou.
- Nie wiem - odpowiedziałam i jebłam się na łóżko. - obserwowaliśmy was.
- Wiem i specjalnie zrobiłam scenę jemu i tej jego dziwce. - powiedziała i prychnęła. - Jak ja tam zwą? Elka?
- Nawet nie wiem.
- Stella i Niall to wymyślili? - zapytała już łagodniej niż do tej pory się zwracała.
- Stella, nie chciała ci mówić więc wiesz.. znasz ją. - powiedziałam a ona przytaknęła. - Coś mi się wydaje, że w mgnieniu nasza dziecinna Stell stała się nieśmiała. Poznała Christiana Greya. To przez niego zaczęła być taka dorosła, chyba musiała wpaść mu w oko a on jej bo wiesz jak z nią rozmawiałam on siedział obok nas bacznie ją obserwował. Ale wiesz coś mi w nim nie pasuje jest takli inny, tajemniczy skryty.
- Nie wiem kim jest Christian - powiedziała czekając aż jej wyjaśnię.
- Jakiś tam prezes. - odpowiedziałam już nie pamiętając co powiedziała Tara.
- Nie chce ci się spać? - zapytała przyjaciółka, zaprzeczyłam ruchem głowy. - Mnie też, dzień pełen wrażeń. - powiedziała spojrzała na mnie w jej oczach była radość. Zaczęłyśmy się śmiać. - Bym coś ci powiedziała ale wiesz...
- Mo mów!
- Christian Grey chyba jest gejem - powiedziała i znowu się zaśmiałyśmy.
- Tara powiedziała to samo.
- Podobno nie widywano do w towarzystwie kobiet - powiedziała a mi szczena opadła.
- Ma on 25 lat i co Stella będzie jego pierwszą?
- Nie chyba wiesz to chłopak oni zazwyczaj są rozdziewiczani już w wieku 15 lat.
- Hehe chyba trochę wypiłaś
- A ty to niby nie? - zaczęłyśmy się śmiać. Położyłyśmy się na łóżku i tak jakoś miałam wrażenie że słyszę mój dzwonek. Ed Sheeran - Give Me Love.
- Kto? - zapytała Sam, spojrzałam na nią. Czułam, że blednę, a krew zastyga mi w żyłach. - Kto to? - zapytała ponownie.
- Tata - odpowiedziałam. Matko boska jak to możliwe przecież on nie żyje. Tak to prawda, jego ciała nie znaleziono ale... postanowiłam odebrać. - Halo? - Sam powiedziała bezgłośnie abym wzięła na głośnik. Tak więc zrobiłam.
- Alex? - usłyszałam w telefonie, to mama.
- Mamo, co się dzieje, czemu masz telefon taty? - zapytałam a w oczach krył się strach i żal.
- Tata żyje. - powiedziała.
- Słucham? - chciałam się upewnić że dobrze usłyszałam.
- Przywieźli go do Londynu leży na ojomie... Znaleźli go, był bardzo wycieńczony i wzięli go do niewoli, ale major Heithe uwolnił go. Telefon mu zabrano, ale miał zapasowy tylko że brak prądu i przejściówki uniemożliwił wezwanie pomocy. Alex córeczko jak ja cię cieszę - mama szlochała do telefonu, ja także.
- Jesteś w szpitalu? - zapytałam.
- Tak... Wracaj do domu proszę cię.
- Ok. już będę wracać  to znaczy za 2 dni wrócę.
- Dobrze, a teraz przepraszam lekarz wyszedł. - oznajmiła i się rozłączyła.
- Słyszałaś? Mój tata żyje - powiedziałam szczęśliwa, moje mokre policzki miały wypieki.
- Musimy to uczcić. - powiedziała Sam.
- Owszem idziemy do baru na dole - powiedziałam - chrzanić paparazzi. - Poszłam do łazienki i zmieniłam makijaż i poszłyśmy.



(Oczami Stelli)
Obudziłam się z potwornym bólem głowy, jęknęłam otwierając oczy. To nie wyglądało jak mój apartament. Patrzyłam dookoła bardzo tu ładnie, ale zbyt kosztownie, może moi rodzice mają kasę ale nie chcę z niej korzystać, muszę na razie utrzymać się z muzyki a potrze wybrać uczelnię i iść na studia, wynająć mieszkanie i znaleźć pracę, nie chce brać od rodziców pieniędzy, bo wiem że mama od jakiegoś czasu ma wolne, jest przebudowa sądu, a tata za dużo płaci za terapię małżeńską, w dodatku mają jeszcze Cindy na utrzymaniu.
Usłyszałam rozmowę przez telefon mężczyzny wystraszyłam się, zerknęłam pod kołdrę leżałam w majtkach i męskiej koszulce.
- Śpiąca Królewna już się obudziła - rzekł ten chłopak którego wczoraj poznałam.- Panno Johnson.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam z bólem głowy
- U mnie w apartamencie - powiedział. - Za dużo trochę wypiłaś.
- Czy my... no wiesz było jakieś zbliżenie? - zapytałam przestraszona.
- Nie zemdlałaś przywiozłem cię tutaj przebrałem i położyłem - powiedział lekko i dość przyjaźnie
- Ymm... dziękuję - powiedziałam rumieniąc się. - A gdzie są moje ubrania? -Wskazał na kupkę leżącą ładzie złożoną na krześle. - To może ja już pójdę.
- Unikasz mnie? - zapytał zimno i wrogo. Nie nadążam, w jednej sekundzie jest miły a w drugiej jest zły i zimny.
- Nie, moja menagerka będzie się martwić - powiedziałam pewnie teraz odchodzi od zmysłów.
- Rozmawiałem z nią. Podobno twój kuzyn zrobił żart i twój pokój został też zarejestrowany na Nialla Horana. Kazałem Taylerowi przywieść twoje rzeczy tutaj. - powiedział poważnie.
- Dlaczego? Ja dziś musze wracać do NY - wtrąciłam.
- Mam prywatny odrzutowiec. -  powiedział.
- Nie chcę na tobie żerować, nie chcę nic od ciebie. Ja po prostu chcę wrócić do domu i życ normalnie.
- Stało się coś? - zapytał siadając na skraju łóżka. I podając mi tabletkę
- Nie - powiedziałam unikając rozmowy połknęłam lek.
- Proszę powiedz mi - poprosił złapał moją dłoń i trzymał ją czule. To było dla mnie dziwne. Zmrużyłam oczy. - Chcę cię poznać, czytałem o tobie artykuły, ze jesteś kapryśna że z jakimś zespołem się zadajesz.
- Już się z nimi nie będę zadawać. Nie zawsze zachowywałam się jak dziecko przez nich zaczęłam byłam zawsze buntowniczką, pilnowałam, opiekowałam się młodszą siostrą. Ale tak sobie myślę ze nie chcę tego - rzekłam nie wiem czemu to powiedziałam przegryzłam wargę on wpatrywał mi się w oczy.
- Połóż się - warknął. Zabrał mi spod głowy poduszką. Nachylił się nade mną i pocałował mnie. Było gorąco, czułam jak świat wiruje między nami unosiła je jakaś energia. Całowaliśmy się mocno namiętnie, czułam od niego pożądanie. Dotykał mego uda, mych pleców, szyi i brzucha. Ja nie mogłam go dotknąć bo od razu się odsuwał, czułam jego narastającą erekcję przez materiał jeansów. Oderwał się ode mnie, ciężko oddychaliśmy. - Chrzanić papiery - rzekł.
- Jakie papiery?  - zapytałam.
- Mój prawnik twierdzi że każda kobieta z którą będę miał zbliżenie będzie musiała podpisać umowę poufności czyli wszystko co się będzie działo między nami nie może ujrzeć światła dziennego.
- A co ukrywasz? - zapytałam.
- Wolał bym ci nie mówić. Nie jestem odpowiednim towarzystwem dla ciebie. Lubię sprawować kontrole. - powiedział...
- Twoje dziewczyny godziły się na to? - zapytałam.
- Nie bawie się w dziewczyny - odpowiedział mi - Miałem uległe.
- Uległe?
- Tak, sprawowałem nad nimi kontrolę, robiły wszystko na co miałem ochotę dominowałem je - rzekł. - Z tobą mam ochotę na to samo.
- Chcesz abym była twoją uległą? Lubisz zadawać kobieto ból? - powiedziałam wściekle.
- Stello, moja propozycja pokazania ci świata bdsm jest poważna ale ty decydujesz czy chcesz coś poznać.
- Ale ja chciałabym więcej - powiedziałam
- CO masz na myśli mówiąc więcej?
- Kwiatki serduszka itd..
- Nie znam się na tym - odpowiedział smutno. Wyglądał jak mały chłopiec potrzebujący opieki. - Potrzebuję cię. Jesteś inna taka fajna miła ale również masz cięty język za który bardzo chciałbym dać ci klapsy w pupę. Lubię sprawować kontrolę ale gdy jestem z tobą tracę na to ochotę. Ty reagujesz na mnie tak jak ja na ciebie to widać. Stello zaryzykuj, Proszę
- Nie wiem Christianie - gdy powiedziałam jego imie wzdrygnął się.
- Proszę nie musi być od razu jak ja chcę, możemy się poznać lepiej będąc w waniliowym związku. Nie chcę dać ci odejść, masz nieziemskie przyciąganie. Nie mogę się od ciebie odczepić.
- Zobaczymy czy sobie poradzimy - rzekłam i na jego twarzy pojawił się uśmiech wyglądał pięknie. Mój piękny!
- Zgodzisz się?
- Gdzie muszę podpisać? - zapytałam.
- Nie podpisuj jak nie chcesz, nie mogę cię zmusić ale nie chciałbym aby moje życie seksualne ujrzało światło dzienne Stello.
- Rozumiem będę grzeczna - posłał mi uśmiech a potem zbladł.
- Zjedzmy coś - powiedział i wstał też wstałam pokazał mi łazienkę która była w sypialni apartamentu hotelowego.
Poszłam i wzięłam prysznic. Woda gorąca otulająca mnie szeptała mi do ucha aby wiać jak najszybciej lecz moja wewnętrzna bogini rumieniła się na samą myśl o Christianie. Nie wiem jak mamy utrzymywać nasze stosunki ja jestem z Anglii a on... on Seattle. Może przeniosę się tam słyszałam o świetnej uczelni. Chcę studiować literaturę angielską. Z muzyki nie wyżyję muszę znaleźć coś sensownego i nie chcę być córeczka tatusia jestem dorosła. Postanowione będę samo dzielna. Wyszłam z łazienki owinięta rzecznikiem otworzyłam swoją walizkę i wyjęłam z niej komplet czarnej bielizny ubrałam go porem jasne spodnie z dziura na udzie i kolanie, moje czerwone trampki i czarną bokserkę. Mokre włos związałam w warkocz. Wyszłam do salonu gdzie siedział szary i czytał gazetę. Podniósł na mnie wzrok i gestem wskazał bym usiadła. Nałożył mi naleśniki z bananami bitą śmietaną i czekoladą.
- Moje ulubione - powiedziałam z uśmiechem, on jednak był nieugięty
- Jedz - powiedział groźnie. - Jesteś za chuda, musisz jeść aby być zdrową.
- No jem. - powiedziałam wkładając do ust banana. Christian jadł omlet z serem pieczarkami i szpinakiem, obserwował mnie czy jem a ja byłam skacowana i głodna jadłam aż mi się uszy trzęsły, Christian nalał mi herbaty w zamian obdarowałam go jednym z moich firmowych uśmiechów. Zjadłam i zaczęłam pić napój.
- Smakowało? - zapytał Grey.
- Bardzo, chociaż moja mama robi lepsze - powiedziałam. I właśnie dotarło do mnie że wyjde na idiotkę więc musiałam zmienić temat. - Zamierzam wyjechać na studia w USA.
- Opuścisz Londyn? - pokiwałam głową. - Mogę ci doradzić co do uczelni. W Seattle jest całkiem fajna. Byłabyś blisko mnie.
- Wiem ale jeszcze nie wydrukowałam sobie papierów. - powiedziałam z udawanym smutkiem. - Do tego musze poszukać mieszkania i pracy.
- A muzyka?
- Nie wyżyję z muzyki owszem kocham ją, ale sława nie jest dla mnie. Nagrałam kilka piosenek płyta powstała ale raczej nie będzie drugiej.
- Co chciałabyś studiować?
- Literaturę angielska lub filologię.
- Bardzo ciekawe. Znam takie fajne mieszkanie mogę zadzwonić do właściciela aby ci sprzedał, lub wynajął.
- Dziękuję za troskę, ale sobie poradzę jestem dorosła. Choć w nocy zachowałam się jak idiota.
- Spokojnie. Rozmawiałem z Tarą jak się kąpałaś i za jakiś czas przyjedzie tutaj... Chciałaby z tobą porozmawiać.
- Dobrze - zgodziłam się, on serio lubi kontrolę. Wtem wydarł się mój telefon.
- Halo? - odebrałam.
- Hej Stella tu Harry.
- Zmieniłeś numer?
- Tak wiesz mam sprawę. Paul twierdzi ze powinniśmy nagrać piosenkę w duecie.
- Przykro mi nie jestem zainteresowana.
- CO dlaczego? Stell?
- Jest gdzieś tam mój tata?
- Tak, zawołać go?
- Dawaj mi ojca koleś ale szybko - zezłościłam się.
- Stello - odezwał się tata.
- Chcę rzucić muzykę to znaczy drugiej płyty nie będzie nie chcę być sławna tylko normalna. Studiować pracować i mieszkać sama w USA chcę wyjść na swoje.
- Cieszy mnie ta zmiana.
- Co?
- Tak jesteś moją córką i chcesz dorosnąć, martwisz się o przyszłość. Ale co cię do tego skłoniło.
- To że będę miała brak prywatności wolę być dziewczyną tą jeszcze sprzed rozkręcenia rewolucji 1D.
- Musisz o tym powiedzieć przyjaciołom.
- Wiem i zrobię to. Tato kończę ucałuj mamę wytłumacz jej to wszystko jutro z rana powinnam być już w domu. - rozłączyłam się bez pożegnania. Spojrzałam na Greya czytał gazetę. Postanowiłam wysłać smsa albo raczej maila do 1D i moich przyjaciółek + Harpera.

"Drodzy państwo,
Ja Stella Johnson musze dorosnąć, muzyka mi tego nie da nie chce by uderzyła mi woda sodowa do głowy. Wyjadę na studia będę się uczyć, byle by tam nie było matmy bo obleję semestr. Będę w Seattle nie zapomnę was moich przyjaciół + ciebie kuzynie. Tyle wam zawdzięczam. 1D pokazali mi co znaczy być sławnym cieszę się że wam to odpowiada ale nie mi. Wy dziewczyny jesteście mi bardzo drogie połączyła nas niechęć do tego zespołu i nadal tak zostanie. Rozjeżdżamy się po świecie ale będę was odwiedzać obiecuję. Harper mój kochany kuzynie ty zawsze będziesz obok znam twoje możliwości i wiem że studia w NY wyjdą ci na dobre. Taro jesteś moją przyjaciółką wiedziałaś ze tak będzie jestem pewna co robię muszę dorosnąć. Dzięki za wszystko, dziękuję za uwagę!"

Nacisnęłam wyślij. Usiadłam na kanapie i siedziałam w ciszy co teraz? Jak będzie wyglądało moje życie. Nie wiem co robić. Uległam wpływom Christiana ale nie chce być jego uległa zn boję się boję się bólu to straszne co on może mi zrobić boję się.
- O czym myślisz? - zapytał siadając obok mnie. Ujął moją dłoń w swoją i gładził moje knykcie.
- Boję się być twoją uległa boję się bólu - powiedziałam smutno zagryzłam wargę.
- Nie zagryzaj wargi - warknął. - Sama mam ochotę to zrobić.
Nic nie odpowiedziałam oparłam się o jego ramię czułam bijące od niego ciepł. Pożądanie miedzy nami wzrastało. Świadomość że on chce mnie wytresować jak psa była odrażająca ale zaufałam mu wiem ze mogę to zrobić, a jeśli coś mi zrobi pogada z moim prawnikiem, moją mamą.


3,5 ROKU PÓŹNIEJ

Co tu dużo mówić... Zakończyła się opowieść jak z bajki...
Stella  osiedliła się na stałe w Seattle od pół roku mieszka z Christianem ich nocne życie jest barwne usłane wanilią i tym co on lubi podnieceniem poprzez zabawki, daje jej słodkie tortury i pieści. Opiekuje się nią, chroni i kocha. Dorośli oboje nikt nie na nich lepiej niż oni siebie nawzajem. Stella kończy studia niedługo są egzaminy końcowe, Christian szanuje to że potrzebuje prywatności i u siebie w domu odstąpił jej jeden z pokoi biurowych. Oraz poprosił ją o rękę dziewczyna się zgodziła. Z chęcią przyjęła wiadomość ze wieczność spędzi z mężczyzną którego kocha.

1D, oni nadal się wygłupiają powoli zanikł im kontakt z przyjaciółkami. Chłopacy wymężnieli ale tylko wyglądem. Więcej koncertują, I coraz bardziej głupieją. Mają swoje wybranki Ale nie są nimi ALEX, SAM I STELLA.

Alex i Sam. One walczą o swoje, Sam robi licencjat z tańca, a Alex przygotowuje swój własny pokaz w Mediolanie. Dziewczyny nadal utrzymują ze sobą kontakty i jak obiecały odwiedzają się. Sam i Joe jej kolega tworzą bardzo uroczą parę. A Alex twierdzi że nie chce miłości ale potajemnie nadal spotyka się z Zaynem.

Harper studiuje medycynę, jest prymusem kto by pomyślał, ale nie zrezygnował z imprez nadal jest taki sam. Na studiach poznał uroczę Carly z którą jest już od 2 miesięcy, na razie nie planują przyszłości cieszą się chwilą.

Każde z nich poszło swoją drogą która okazała się najlepsza. Ich życie bardzo się zmieniło. Nie są już takimi dziećmi, są gotowi by wkroczyć w dorosłość. Są szczęśliwi!


**************************************************************

8 komentarzy:

  1. Powiem tak tego to ja się nie spodziewałam. Ale jest po prostu zajebisty ( wiesz ja rzadko używam takich słów) No i szkoda mi że to już koniec tak jakoś mi smutno. No to chyba tyle. A i jeszcze jedno kocham te twoje pomysł i może coś jeszcze kiedyś wymyślisz.
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszytkojest ok ale ten nowy chłopak to nie powinienbyć taki , szkoda ze nie utrzymują kątaktu . Pszykro mi ale zawiodłam się . Ten rozdział nie wszedł dobrze . Te zakończenie hmm... jak by to napisać. Było strasznie głupio zapisane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja o tym wiem lepsze rzeczy pisałam ale robiłam to tylko po to by skończyć to raz na zawsze pozdrawiam E.C

      Usuń
  3. Ale dlaczego już nie miałaś ochoty ? Smutne trochę to zakończenie i w nie kturych momętach ciężkie do zrozumienia. No nic szkoda ;/ MAm nadziejej że zrobisz nowy blog:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś nominowana do LA http://irelandonedirectiongreatbritain.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze nie zachwycił mnie ten koniec.
    Oczywiście kocham twój styl pisania, i nigdy nie zapomnę tego opowiadania, ale...wyobrażałam sobie inne zakończenie i chyba zostanę przy moim. ;)
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w pisaniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. hej , zostałaś nominowana do Liebster Award , zapraszam na mój blog : )

    http://neversayneveruntilyoutry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń